Biwak integracyjny w Gołuniu 7 - 8 wrzesień 2009 r.

 

Od momentu, gdy tylko przekroczyliśmy mury naszej nowej szkoły, marzyliśmy o dniu wolnym. Ku naszej uciesze, do weekendu zostały 3 dni. Nasze szczęście wzrosło, gdy dowiedzieliśmy się o dwudniowym biwaku integracyjnym. Po spokojnie spędzonej niedzieli, nadszedł dzień, w którym miała zacząć się nasza integracja.


Wyruszyliśmy o 9:00, 7 września (poniedziałek). Podróż minęła nam bardzo szybko, na intelektualnych rozmowach z naszymi kolegami / koleżankami z I LO ;). Po wyjściu z autokaru przed naszymi oczami ukazał się dwugwiazdkowy hotel „Gołuń”, w którym mieliśmy spędzić dwa dni. Po znalezieniu swoich pokoi, klasy pierwsze udały się na zajęcia z pedagogami, natomiast trzecie szykowały dla nas niespodziankę. Zajęcia te pomogły nam wiele dowiedzieć się o nauczycielach jak i o sobie nawzajem. Po dłuższej przerwie uczestniczyliśmy w  kolejnym spotkaniu - tym razem integrowaliśmy się bawiąc w gry.
Po kolacji, w czasie ogniska, nastąpił czas przedstawienia się każdej z klas pierwszych. Pani dyrektor najbardziej podobała się krótka scenka satyryczna przygotowana przez IA. Klasy przygotowały rymowanki, piosenki bądź wiersze, lecz my (IB) byliśmy jedyną klasą, która miała gitarę (naszego Kogucika ;D) - za którą otrzymaliśmy zaszczytne drugie miejsce. Po obfitej kolacji nadeszła godzina, na którą z niecierpliwością wszyscy czekali - dyskoteka. Najwięcej „densiła” ID, lecz pozostałe klasy wcale nie były gorsze... .


Następnego dnia, po śniadaniu, obolali i niewyspani udaliśmy się do swoich pokoi, by przygotować się do celu naszego biwaku - Chrztu I Klas. Pierwszą stację przeszliśmy z zadowoleniem malującym na naszych twarzach. Mieliśmy tylko przeczołgać się pod linkami rozwieszonymi między drzewami. Kolejny przystanek wcale nie był tak fajny. Zadawano nam pytania (nawiązujące do profilu klas, w jakich jesteśmy) i gdy ktoś nie znał odpowiedzi w nagrodę rozbijano mu jajko na głowie. Trzecia stacja wydawała się niezbyt straszna, ponieważ mieliśmy złapać się za kostki i kumkając w podskokach wejść na górkę- haha, bardzo śmieszne. Na szczycie czekała na nas piłka i przedstawiciele grupy mieli za zadanie nią żonglować. Dopóki nie udało im się to zrobić 7 razy, my mieliśmy miauczeć - znowu haha xp. Od śniadania minęło już trochę czasu i wielu z nas burczało już w brzuchach, więc trzecioklasiści zlitowali się nad nami i dali nam do zjedzenia po łyżce przygotowanych przez nich dań. Mieliśmy do wyboru trzy potrawy: majonezową, ketchupową, musztardową. My zdecydowaliśmy się na ketchupową (podobno inne były również wyjątkowo dobre). Na początku wielu z nas bało się utracić wyjątkowy smak tej potrawy, więc nie połykali jej przez jakiś czas. Jednakże obserwując reakcję swoich koleżanek/kolegów, którzy odważyli się to połknąć, poszli w ich ślady. Ostatnia stacja była z myślą o tych, którzy nie byli przekonani to tego czy mają się dzisiaj myć. Tak więc, aby mieć pewność, że wszyscy do domów wrócą wykąpani i pachnący, nakazano nam wejść do wykopanego rowu pełnego wody. Na wszelki wypadek każdy znajdujący się w rowie był polewany dwoma wiadrami wody. Pod koniec musiał się wyczołgać z rowu i wytarzać w piasku, delikatnie bity gałęzią. Uhonorowaniem  chrztu była dobrowolna kąpiel w jeziorze. Przemoczeni udaliśmy się do hotelu, aby tam czekać na obiad. Po posiłku odbyły się rozgrywki sportowe {m.in. przeciąganie liny, „kijki”, tor spożywczy i wiele innych). Pierwsze miejsce zajęła klasa IA, drugie- IB. trzecie-ID, czwarte- IC i piąte- IE..


„Wszystko co dobre, szybko się kończy”. Nastąpił czas powrotu do domów. Niektórzy wrócili do nich szybciej, inni później, lecz nie mieli tego za złe nikomu, gdyż wcale nie spieszno im było do szarej rzeczywistości. Po powrocie do szkoły każdy opowiadał o swoich przeżyciach z chrztu i biwaku. Nikt nie nabawił się żadnych złamań, a nawet siniaków. Największymi naszymi pamiątkami są zdjęcia.

Justyna Richert

 

Galeria zdjęć